Mosiele Africa #18 – Koniec świata?

W lutym nawiedziły nasz kraj bardzo, bardzo porywiste wiatry. Wiało jak nigdy. Ale nie jak nigdzie. Takich miejsc jest więcej, gdzie takie wiatry są czymś tak normalnym, że nienormalnym stają się dni bez wiatru. Jak choćby słynny przylądek Horn w Ameryce Południowej, którego opłynięcie jest dla żeglarzy nobilitacją. Wspomnę tu też słynną Górę Waszyngtona. Ten w sumie niespecjalnie wysoki szczyt (1917 m n.p.m.) w Górach Białych (część Appalachów) jest chyba najbardziej wietrznym miejscem na świecie. Tu na szycie w umiejscowionym tam obserwatorium meteorologicznym zarejestrowano trzy rekordy klimatyczne:

  1. największa prędkość wiatru (w porywie) – 103 m/s – czyli ponad 370 km/h (!!!)
  2. największa średnia prędkość wiatru w ciągu 24 godzin – 23 m/s – 82,8 km/h
  3. największa średnia wieloletnia (lata 1934–1983) prędkość wiatru – 12,5 m/s – 45 km/h.

Ale Afryka ma w tym temacie też się czym pochwalić. Przylądek Dobrej Nadziei to jeden z najsłynniejszych tego typu punktów na Ziemi. Już sama nazwa wielu podróżnikom i żeglarzom przemawia do wyobraźni. Ale nie zawsze tak było. Europejskim odkrywcą przylądka był w 1488 r. portugalski żeglarz Bartolomeu Dias, który nazwał go Przylądkiem Burz. A to dlatego że ustawicznie wiały (i wciąż wieją) tam bardzo silne wiatry. A położenie geograficzne na styku dwóch oceanów (ciepłego Indyjskiego i zimnego Atlantyckiego) zapewnia obszarowi niespotykaną wręcz ilość burz w ciągu roku. I dlatego to właśnie Bartolomeu Dias nazwał go Przylądkiem Burz. Nazwę tą zmienił król Portugalii Jana II na Przylądek Dobrej Nadziei, gdyż było to miejsce, którego osiągnięcie dawało nadzieję na dotarcie na Daleki Wschód.
Ale żeby było jeszcze ciekawiej, to Przylądek Dobrej Nadziei wcale nie obiecywał owej drogi na Daleki Wschód. Szybko okazało się że opłynięcie przylądka, otwiera drogę do… zatoki.

Do Fałszywej Zatoki (False Bay) albo bardziej dosłownie – Zatoki Fałszu. Tak naprawdę najbardziej na południe wysuniętym punktem Afryki jest przylądek Igielny (o całe 160 km dalej). Jednak w świadomości setek tysięcy turystów z całego świata to właśnie Przylądek Dobrej Nadziei jest tym miejscem gdzie kończy się Afryka. I w sumie nie ma się czemu dziwić. Przylądek Dobrej Nadziei jest przepięknym miejscem z cudownymi widokami na strzeliście strome klify, dwa oceany, potężne fale. Słowem idealny koniec świata. W przeciwieństwie do Przylądka Igielnego, którego przeciętny przechodzień, gdyby nie okolicznościowa tablica, nawet by nie zauważył – płaski kawałek skalnej plaży łagodnie schodzący do wody. Zresztą dokładnie tak samo jest na przeciwległym „końcu świata”. Turystyczny Nordkapp wcale nie jest najbardziej wysuniętym punktem Europy na północ. Tuż obok (dosłownie 2-3 km) jest ten prawdziwy Nordkapp. Tylko, że tam nie ma spektakularnego klifu, a iść trzeba po kolona przez bagno i na końcu jest po prostu kawałek płaskiej skalistej skały. Ale to już opowieść na inna podróż i inną historię.

Roland „Longiszu” Bury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.