Gospodarka i społeczeństwo

Czarna polewka na dobry początek

Nieuchronnie, powoli, po wielu dniach męczących upałów zbliża się do nas nasza kochana, kolorowa jesień. Przychodzi z pełnymi naręczami kolorów, zapachów, smaków i kulinarnych możliwości. Cieszą oko i żołądek wszystkie warzywa, które dojrzewające o tej porze i w takim słońcu smakują dokładnie tak samo jak w słonecznej Hiszpanii co najmniej. W tym roku jakby i owoców więcej wokół. Lukrowane śliweczki, apetyczne jabłka i ciekawych kształtów gruszki zwracają swoją uwagę wisząc majestatycznie na ogonku i wzbudzając zawsze ciekawość jak to możliwe, że dają radę nie spaść. Wszystko to potęguje w nas wielki apetyt i wzmaga nadzieję na przywrócenie wspomnień smaków z naszego dzieciństwa i młodości. Chyba każdy z nas pamięta rosół babci z koguta prosto z kurnika i włoszczyzną prosto z ogródka. W kubkach smakowych zostało też wspomnienie czerniny cioci Krysi. Słodka, kwaśna i bardzo owocowa. Przepyszna, dziś będzie kaczka w roli głównej na stole.

Potrzebna będzie sztuka około 2,5 kg, sprawiona, oczyszczona i całkiem tłusta. Do niej zwykle można kupić w komplecie krew (ok. pół litra), która do tej zupy bardzo się przyda. Z kaczki zdejmujemy najpierw skórę z szyjki umiejętnie, aby nie zrobić w niej żadnej dziurki. Potrzebna będzie na później. Dzielimy kaczkę na części, odkładając żołądek i wątróbkę na bok. W dużym garnku gotujemy około 6 litrów wody. Po zagotowaniu wkładamy tam umyte i lekko wymoczone kacze mięso, wodę solimy (1 płaska łyżka) i czekamy, aż oczom naszym ukaże się beżowy kożuszek, który szybko musimy zdjąć z zupy. Teraz możemy już włożyć do garnka włoszczyznę, podpieczoną na ogniu cebulkę, liść laurowy, kilka ziaren angielskiego ziela, pokruszony wałkiem pieprz w ziarenkach. Gotujemy na wolnym ogniu około półtorej godziny. Możemy też ugotować makaron, albo co lepsze ziemniaczane kluski z żytnią mąką, które w tej zupie smakują obłędnie.

Ważną czynnością jest w tej chwili przygotowanie zalewki do czerniny. Wylewamy krew do większego naczynia, dolewamy jeszcze raz tyle zimnej wody i wsypujemy 4 łyżki z górką mąki pszennej. Trzepaczką rozprowadzamy grudki. Musimy pozwolić połączyć się płynom i ułatwić namoczenie mąki. To bardzo ważna czynność, bo od tego zależy powodzenie naszych kulinarnych wysiłków. Przyszła klej na szyjkę. Przyda się też foremka o pojemności około 1 l, bo nadzienie szyjki jest tak pyszne, że trzeba zrobić go znacznie więcej niż obejmie jedna kacza szyjka. Będziemy jeszcze potrzebować: 4 wątróbki drobiowe, żołądek z kaczki, 30 dkg boczku surowego, szklankę mleka, pół szklanki kaszy manny, dwa białka i żółtko i spory pęczek zielonej pietruszki, 1 płaska łyżka cukru, pieprz, sól i majeranek do smaku. Mleko podgrzewamy i zalewamy nim kasze mannę. Boczek, żołądek i wątróbkę mielimy maszynką. Białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy żółtko. Natkę pietruszki kroimy na drobno. Z wyżej wymienionych produktów robimy farsz i wkładamy go do szyjki, zaszywając ją później. Resztę nadzienia przekładamy do foremki i razem z szyjką pieczemy w piekarniku około godziny. Z rodzimych smaków połączenie mięsa z kaczki gotującego się w rosole na czerninę i kaczej szyjki z nadzieniem zajmuje w mojej smakowej pamięci jedno z górnych miejsc. Do tego ziemniaki z wody i purre z buraczków. Poezja smaku. Wracamy jednak do naszej zupy, z której już trzeba wyjąć mięso, zbierając najpierw tłuszcz z powierzchni. Z nim zupa byłaby strasznie tłusta. Do zupy wlewamy 3 łyżki octu 10 procentowego, trzy jabłka umyte i pokrojone w ósemki, kilka kawałków suszonej gruszki oraz dużą garść suszonych śliwek. Do czerniny babcia zawsze miała też słoiczek mirabelek, które posłusznie na tę okazję lądowały w garnku z czerniną. Jabłka pogotujemy tak z 10 minut i po tym czasie musimy je wyjąć. Reszta owoców gotuje się dalej, a my sobie dolewamy wywaru do zaprawy, która moczy się w większym naczyniu. Łączymy płyny i zmniejszamy ogień pod zupą. W osobny garnek odlewamy litr wywaru, a do pozostałej części wlewamy zaprawę energicznie mieszając. Wsypujemy dwie łyżki cukru i płaską łyżeczkę cząbru oraz łyżkę majeranku. Czernina wychodzi bardziej gęsta, ale w takim rozrzedzeniu na pewno się nie zważy. Po zagotowaniu rozrzedzamy ją dolewając ten litr wywaru, który wcześniej odlaliśmy.

Zupa jest, kluski też, szyjka dochodzi w piekarniku, a wraz z nią mięsko z wywaru. Ziemniaki pyrkoczą nieśmiało, buraczki bardziej głośno, zapach w całym domu zwiastuje jesienną ucztę o smaku wspomnień młodości.

Tak oto powstał nam wykwintny, jesienny, kolorowy, pełen sentymentu obiad. Czarna polewka proszę Państwa, na dobry początek. Smacznego.

Marzena Nowacka
Stowarzyszenie Nasze Lipianki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *