Polityka

Wybory w Polsce – ile głosów to mandat poselski?

Już lada moment rozpoczną się wybory do sejmu i senatu podczas których wybierzemy w sumie 100 senatorów oraz 460 posłów. Sprawa wydaje się prosta. Idziemy do lokalu wyborczego, legitymujemy się dokumentem tożsamości, oddajemy głos na naszego kandydata i… I co dalej?

Dokumentem, który określa sposób wyboru Posłów i Senatorów jest Kodeks wyborczy. Zgodnie z nim terytorium Polski podzielone jest na 100 okręgów, w których wybieramy po jednym Senatorze spośród kandydatów zgłoszonych przez Komitety Wyborcze oraz 41 okręgów, w których wybierani są Posłowie.

Obwody wyborcze powinny być w teorii zamieszkane przez podobną liczbę osób, tak jednak często nie jest. W bardziej licznych okręgach wyborczych można uzyskać więcej mandatów. Przykładowo w okręgu 16, w którym znajdują się powiaty: ciechanowski, gostyniński, mławski, płocki, płoński, przasnyski, sierpecki, sochaczewski, żuromiński, żyrardowski będzie można uzyskać w sumie 10 mandatów, zaś w 19 okręgu wyborczym składającym się z miasta Warszawy, aż 20 mandatów.

Fachowo mówi się, że w Polsce obowiązuje system proporcjonalny (art. 96 ust. 2 Konstytucji RP) Aby partia polityczna mogła brać udział w podziale mandatów poparcie dla niej musi osiągnąć określoną minimalną wielkość, którą nazywamy progiem wyborczym, a który wynosi 5% dla pojedynczych partii, a 8% dla koalicji wyborczych. Oznacza to, że partia, która zdobyłaby nawet 100% poparcia w dwóch okręgach wyborczych, a zerowe w pozostałych nie dostanie się do Sejmu. Przepis ten ma nie dopuścić do wejścia dużej ilości partii lokalnych, a przez to rozbicia Sejmu na wiele mało licznych partii politycznych.

460 mandatów, które są do obsadzenia, przydziela się poszczególnym listom wyborczym stosując metodę D’Hondta. Celem wprowadzenia tej matematycznej metody podziału głosów jest wsparcie partii o większym poparciu poprzez przydzielenie im większej ilości głosów, niżby wynikało to z proporcjonalnego podziału. Jej plusem jest wspieranie największych partii, co ma ułatwić tworzenie samodzielnych większości w parlamencie, a tym samym usprawniać proces rządzenia poprzez ograniczenie ilości posłów z małych partii wchodzących do Sejmu. To zaś powoduje, że ilość uzyskanych mandatów nie odpowiada procentowi uzyskanych głosów na wyborach (50% poparcia nie da nam połowy mandatów poselskich, lecz trochę więcej).

Dla ciekawych:

Spróbuję opisać jak działa metoda D’Hondta w najbardziej przystępny sposób, a nie jest to proste zadanie, odwołując się do wyborów w 2019 roku. W obwodzie 16 (naszym) oddało głos ok. 58 % uprawnionych do głosowania, co dało około 350 tysięcy głosów. Głosy oddane na poszczególnych kandydatów w ramach komitetów zostały zsumowane, i tak w 2019 roku: PIS uzyskał – 194 371 głosów, Koalicja Obywatelska – 62 429, PSL – 56 227, SLD – 32 448, Konfederacja – 19 405. Podział głosów dokonywany jest metoda D’Hondta.

Uzyskane wyniki poszczególnych komitetów wyborczych (partii) są dzielone przez kolejne liczby naturalne, czyli przez 1, 2, 3 itd. z wyników uzyskanych przez poszczególne komitety wybierane zostają najwyższe wartości w takiej ilości jak liczba mandatów do uzyskania w okręgu. W naszym wypadku 10 najwyższych wartości, którym przydzielone zostały mandaty. Mandaty poselskie przypadające danej liście kandydatów uzyskują kandydaci o największej otrzymanej liczbie głosów (dlatego też kandydat z jedynką na liście wcale nie musi zostać Posłem, a szanse ma jego kolega startujący z ostatniego miejsca).

Jak to się liczy:

Partia/kolejny dzielnik123456
PIS194 37197 18564 790485923887432395
KO62 42931 21420 89015607

PSL56 22728 11318 742


SLD32 44816224



Konfederacja19 405




W tym wypadku nie ma sensu dalszego dzielenia wyników KO, PSL, SLD i Konfederacji przez kolejne dzielniki, gdyż uzyskiwane ilorazy (wyniki dzielenia) przyjmują jak widzimy i tak niższe wartości niż wyniki uzyskane przez PIS.

Co należy teraz zrobić z uzyskanymi ilorazami? To proste, wybieramy 10 najwyższych wartości z tabeli, lub tyle wartości ile jest mandatów poselskich do uzyskania w analizowanym okręgu wyborczym, w naszym wypadku ułożone wyniki wyglądają następująco:

kolejny numerpartiailość głosów
1PiS194 371
2PiS 97 185
3PiS 64 790
4KO 62 429
5PSL 56 227
6PiS 48 592
7PiS 38 874
8SLD 32 448
9PiS 32 395
10KO 31 214

Podsumujmy PIS uzyskał 6 mandatów, KO – 2, SLD i PSL po 1, najmniejsza liczba głosów, która gwarantowała wybór na Posła wynosiła w tym wypadku 31 214.

Gdybyśmy chcieli stosować proporcjonalny rozkład głosów, wyniki byłyby inne, jeżeli w ogóle możliwe do wyliczenia. 350 tysięcy oddanych głosów należałoby wtedy podzielić na 10 mandatów i każdy komitet za każde 35 tysięcy głosów dostałby mandat. Z pozoru prostsza metoda, ale…tylko z pozoru, gdyż powstaje problem w wypadku gdy ilość głosów nie jest wielokrotnością liczby 35 tysięcy. Dodatkowo, w naszym wypadku, komu dać 0,5 mandatu – Konfederacji (miała prawie 20 000 głosów), czy SLD ma prawo do mandatu, jeżeli ma poniżej 35 000, czy nie? Jeżeli na PIS przypada 5,5 mandatu to powinien otrzymać 5 czy 6? Masa pytań bez dobrych i prostych odpowiedzi. Metoda D. Honda, choć nie wydaje się łatwa to rozwiązuje wiele problemów matematycznych rodzących się przy podziale mandatów. Szczęśliwie naszym obowiązkiem jest jedynie oddać głos, a nie przeliczać go na mandaty poselskie.

Michał Korwin – Szymanowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *