wtorek, 21 maja 2024
KulturaMosiele Africa

Mosiele Africa #38 – Angel i Malema

Szanowni Państwo, kilkukrotnie byłem już w Afryce, przemierzyłem tysiące kilometrów, odwiedziłem wiele krajów jednak za każdym razem, dosłownie za każdym razem jest mnóstwo rzeczy które mnie zaskakują. Chociaż powiedzieć, że zaskakują, to nic nie powiedzieć. Każdy pobyt w Afryce uczy mnie, że ABSOLUTNIE, KONIECZNIE trzeba wyzbyć się wszelkich stereotypów. Najlepiej niczego się po prostu nie spodziewać i nie oczekiwać zbyt wiele. Śnieg na Saharze – oczywiście (ostatnio w 2016, 2018, 2021 i 2022 roku). Pingwiny w Afryce – oczywiście (zapraszam do kilku polskich ogrodów zoologicznych by się naocznie przekonać). Kolejny przykład – moja żona mówi, że dawno tak nie zmarzła jak w Afryce. No ale nie ma się czemu dziwić, skoro na Pustyni Kalahari w dzień 37⁰ C (zimą) a w nocy -20⁰ C. Tak, tak dzień w dzień, noc w noc różnica 50-60⁰ C.

Jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy nasza znajoma w Kapsztadzie zapytała nas czy chcemy jechać na foki? W pierwszej chwili pomyślałem, że do jakiejś restauracji na potrawę z mięsa fok, ale nie – pooglądać foki. Pomyślałem o jakimś ZOO. Ale nie, gdzie tam. Na żywo, w oceanie. Hout Bay tuż obok Kapsztadu. Dobra, pewnie że jedziemy. Po drodze pytam, czy będziemy musieli daleko płynąć łodzią. A gdzież tam, w ogóle nie będziemy wchodzić do wody. Wystarczy, że przespacerujemy się w porcie. No „bez jaj” pomyślałem. Foki w Afryce? Norwegia, Islandia – to co innego, ale w Afryce?!? Przecież ludzie przyjeżdżają tu oglądać lwy, słonie, żyrafy, goryle…

A jednak! Pojechaliśmy i to co zobaczyliśmy kilkukrotnie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Proszę spojrzeć na zdjęcie. Nie tylko, że zobaczyliśmy foki czarne, ale mogliśmy sami karmić maluteńką „słodziaczkę” o imieniu Angel (zaiste była tak, „obrzydliwie” piękna i słodka, że każde inne imię by do niej nie pasowało). Mieliśmy też okazję podziwiać jej matkę Malemę, która w iście cyrkowy sposób jadła ryby w ust miejscowego pracownika przetwórni ryb. A Angel i Malema nie były jakimiś tresowanymi, zamkniętymi w basenie zwierzętami, tylko normalnymi, dzikimi, oceanicznymi fokami, które tak bezpiecznie się tam czuły, jak nigdzie indziej na świecie.

Zdaję sobie sprawę, że brzmi to nieprawdopodobnie, jak jakaś bajka, albo nasza fantazja. Zresztą nie dziwię się Państwu, skoro wszyscy nasi znajomi myślą sobie, że jak zwykle koloryzujemy opowiadając po powrocie z naszych wypraw o tym co widzieliśmy i czego doświadczyliśmy, ale kiedy oglądają potem z nami nasze filmy, to przyznają… „że nie bardzo nam na początku wierzyli, ale po zobaczeniu filmu…”

Mzungu Roland Bury

PS.
W tym miejscu chciałbym życzyć Państwu wspaniałych rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku cudownych (nie tylko afrykańskich) podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *