Gospodarka i społeczeństwo

Śniadanie u mamy, śmigus-dyngus u taty, a o 14:00 kłótnia przed blokiem. Tak naprawdę wyglądają święta po rozwodzie rodziców

Wielkanoc w wyobrażeniach jest spokojna i rodzinna. W rzeczywistości wielu rodzicom kojarzy się z napięciem, nerwowym sprawdzaniem godziny i jednym pytaniem: „o której dokładnie mam oddać dziecko?”. I to nie jest drobiazg. Z mojej praktyki wynika, że to właśnie święta najczęściej ujawniają wszystkie luki w ustaleniach między rodzicami.

Bo problem rzadko dotyczy tego, czy dziecko spędzi święta z jednym czy z drugim rodzicem. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że każdy rozumie „święta” inaczej. Dla jednego rodzica to już Wielka Sobota i wspólne święcenie koszyczka, dla drugiego dopiero niedzielne śniadanie. Efekt? Jedno z rodziców stoi przed drzwiami o 9:00, drugie mówi, że „jeszcze nie teraz”, a dziecko jest w środku całej tej sytuacji.

Prawo nie daje tu gotowego scenariusza. Jeśli wyrok albo ugoda nie regulują świąt szczegółowo, wszystko zależy od tego, czy rodzice potrafią się porozumieć. A jeśli nie potrafią – kończy się to w sądzie. I tam nagle okazuje się, że największe znaczenie mają rzeczy pozornie błahe: konkretna godzina, miejsce przekazania dziecka, a nawet to, kto je odbiera i kto odwozi. W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw konflikt dotyczył dwóch godzin w Niedzielę Wielkanocną. Dla jednego z rodziców kluczowe było śniadanie z rodziną, dla drugiego – obiad. Żadne nie chciało ustąpić. Sąd musiał więc zdecydować, że dziecko będzie przekazywane dokładnie o 12:00. Nie dlatego, że to idealna godzina, ale dlatego, że brak decyzji był gorszy niż jakiekolwiek rozstrzygnięcie.

Z praktyki adwokackiej wiem, że najważniejsze jest jedno: święta trzeba zaplanować tak samo jak każdy inny kontakt z dzieckiem – konkretnie. Jeśli chcesz uniknąć konfliktu, ustal nie tylko „u kogo”, ale też „od kiedy i do kiedy”. Ustal miejsce przekazania dziecka. Ustal, czy dziecko zostaje na noc, czy wraca tego samego dnia. To właśnie brak tych ustaleń najczęściej prowadzi do sytuacji, w których emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Warto też wiedzieć, że sąd nie dzieli świąt „po równo”, tylko ustala kontakty z rodzicami ze względu na dobro dziecka. A to coraz częściej oznacza jedno – mniej chaosu, więcej stabilności. Coraz rzadziej akceptowane są pomysły, żeby dziecko w ciągu jednego dnia odwiedzało dwa domy tylko po to, żeby „nikogo nie urazić”. Dla dorosłych to kompromis. Dla dziecka – zmęczenie, zwłaszcza gdy w święta ma pokonać kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów. Dlatego najlepsze rozwiązania to wcale nie te najbardziej „sprawiedliwe”, tylko te najbardziej przewidywalne. Naprzemienne święta co roku. Albo jasny podział: jeden rodzic ma Wielkanoc, drugi Boże Narodzenie. Bez ciągłego dzielenia dnia na części i bez nerwowego patrzenia na zegarek.

Z mojego doświadczenia wynika też, że święta bardzo szybko weryfikują relacje między rodzicami. Jeśli potrafią usiąść i ustalić zasady wcześniej – zwykle są w stanie uniknąć wielu przyszłych sporów. Jeśli nie – święta często stają się początkiem sprawy sądowej.

Dlatego jeśli dziś widzisz, że rozmowy się nie udają, nie warto czekać do ostatniej chwili. Mediacja albo uregulowanie kontaktów przez sąd pozwalają uniknąć dokładnie tych scenariuszy, które co roku się powtarzają: spóźnień, kłótni i nieporozumień „o godzinę”.

Na koniec warto zwrócić uwagę na fakt, że dla dziecka nie jest najważniejsze, przy którym stole usiądzie. Najważniejsze jest to, czy przy tym stole będzie spokojnie. I właśnie takich świąt Państwu życzę – spokojnych, przewidywalnych i naprawdę rodzinnych.

Magdalena Rosiak
Adwokat, mediator sądowy
ul. Sienkiewicza 67 lok. 3, Płock
669-996-637 lub 507-177-989

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *