Szymon Marciniak: Szkoda rozmieniać się na drobne

– Generalnie był to bardzo ciężki mecz, najtrudniejszy jaki kiedykolwiek sędziowałem, ale też najlepszy jaki kiedykolwiek widziałem w telewizji i sam miałem możliwość sędziować – mówił Szymon Marciniak, sędzia międzynarodowy. To jemu przypadło w udziale poprowadzić najważniejszy mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej mężczyzn. W Katarze „gwizdał” finałowy mecz pomiędzy Argentyną a Francją. Opowiadał o swoich wrażenia na spotkania z mieszkańcami gminy Słupno, tuż po powrocie z Kataru.

Wszystko dzieje się nagle. Nie myślisz, to jest impuls, chwila. Na boisku są zawodnicy, którzy zarabiają niebotyczne pieniądze. Grają, by zapisać się na kartach historii

– dodawał.

Jak przyznał mecz Argentyna – Francja, to był dla niego najtrudniejszy mecz jaki prowadził. Kosztował wiele nerwów.

Przez to, że było dużo trudnych decyzji. Nie pamiętam żebym w jakimkolwiek meczu ligowym czy Ligii Mistrzów podyktował trzy rzuty karne, a tutaj mówimy o finale Mistrzostw Świata. Dlatego tak wiele emocji mnie to kosztowało. Jak weszliśmy po meczu do szatni, to chłopacy już świętowali, strzelały szampany, a ja na spokojnie usiadłem, położyłem sobie ręcznik na głowę, bo głowa parowała

-wspomina Marciniak.

Fakt, że to on poprowadził tak ważne spotkanie to nie jest zasługa jednego czy dwóch dobrych sezonów. Wiąże się to z dużym doświadczeniem i ciężką pracą.

Byliśmy już na MŚ w Rosji, wiedzieliśmy z czym to się je. Miałem tam dwa ciężkie mecze, finalnie byłem rozczarowany, bo myślałem, że dojdę dalej. Pamiętam jak wtedy Pierluigi Collina powiedział: a co ty myślałeś, że przyjedziesz młody tutaj i dostaniesz od razu finały? Przyznaje, tak myślałem

– śmieje się Marciniak.

Jak podkreśla, powrót po kontuzji, ostatnie dwa lata to niesamowity okres w jego karierze.

Każdy mecz jest coraz lepszy, każdy mecz lepiej nam wypadał. Myślę, że też już osiągnęliśmy taki poziom i spokoju i doświadczenia, że nie emocjonuję się, chociaż ja raczej zawsze miałem chłodną głowę i za to byłem ceniony, że się nie podpalam, ale mam jak każdy sportowiec chęć zwycięstwa. Jestem ambitny i nie lubię się mylić. Żeby dostać się na szczyt to są lata przygotowań – w lidze Europy, Lidze Mistrzów, zapoznawanie się, obywanie się z atmosferą

– opowiadał Marciniak.

Czy finałowy mecz na Mistrzostwach Świata to najważniejszy mecz dla niego? Czy ten „naj” dopiero przed nim?

Nie ma nic ważniejszego jak finał MŚ dla sędziego. To jak podniesienie go do góry. Teraz są inne cele. Za mną finał MŚ i mógłbym zakończyć swoją karierę, ale tak naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia w piłce klubowej. Są finały Ligii Europy, finały LM. Tego głodu sędziowskiego cały czas jest we mnie bardzo dużo. Kiedy przestanie mi to dawać przyjemność, będę to robił tylko tak żeby jeździć sędziować, to skończę. Wiem, że wtedy to już będzie szło wszystko w dół, a szkoda byłoby rozmieniać się na drobne

– zapewnia Marciniak.

Teraz przed Szymonem Marciniakiem kilkanaście dni wolnego. W styczniu rozpoczyna przygotowania do kolejnych wyzwań.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *