Gospodarka i społeczeństwo

Trochę historii, trochę żartów. Czym jest prima aprilis?

Pierwszy kwietnia to jeden z tych dni, kiedy świat na chwilę przestaje być całkiem poważny. Żarty, psikusy, figle, tego dnia wzięcie czegoś na poważnie może być ryzykowne. Prima aprilis ma w sobie coś uniwersalnego, bo choć obchodzi się go w wielu krajach, to każdy robi to trochę po swojemu. W Polsce też ma swoją historię, całkiem ciekawą i nieco bardziej zawiłą, niż mogłoby się wydawać.

Skąd się to właściwie wzięło? Najczęściej powtarzana teoria prowadzi do XVI wieku i zmian w kalendarzu. Kiedy w Europie zaczęto przyjmować kalendarz gregoriański, Nowy Rok przeniesiono z końca marca i początku kwietnia na 1 stycznia. Problem w tym, że nie wszyscy od razu się o tym dowiedzieli albo chcieli się dostosować. Ci, którzy nadal świętowali na przełomie marca i kwietnia, stali się obiektem żartów. Wysyłano ich na fałszywe spotkania, dawano im „prezenty” bez wartości, robiono drobne psikusy. Z czasem żarty zostały, a ich pierwotny kontekst zniknął.

A jak to trafiło do Polski? Najstarsze wzmianki o prima aprilis na ziemiach polskich również pochodzą z XVI wieku. Już wtedy dzień ten był znany i obchodzony, choć raczej wśród szlachty i na dworach. Co ciekawe, przez pewien czas traktowano go z lekką podejrzliwością. W XVII wieku pojawiały się nawet głosy, że żarty tego dnia mogą przynieść pecha, jeśli ktoś przesadzi. Mimo to tradycja przetrwała i z czasem stała się czymś zupełnie normalnym.

Czasem pojawia się pytanie, czy prima aprilis ma coś wspólnego z Wielkanocą. Chociaż w kalendarzu są blisko siebie, nic na to raczej nie wskazuje. Wielkanoc jest świętem ruchomym i jej data zmienia się co roku, a prima aprilis zawsze wypada tego samego dnia. Czasem te dwa okresy się zazębiają i klimat żartów miesza się z przygotowaniami do świąt, ale historycznie nie ma między nimi bezpośredniego związku.

Czy wiemy, kto był pierwszym “żartownisiem”, a kto adresatem żartu?

Jedna z najczęściej przywoływanych historii pochodzi z Anglii z końca XVII wieku. W 1698 roku londyńczyków zapraszano na rzekome „coroczne mycie lwów” w Tower of London. Tłumy ludzi przyszły zobaczyć spektakl, który oczywiście nigdy się nie odbywał.

Z kolei w nowoczesnych czasach do gry weszły media. Gazety, radio, telewizja, a dziś internet prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej wiarygodnych “prima aprilis’owych newsów”. Przykładem jest reportaż BBC z 1957 roku o „zbiorach spaghetti” w Szwajcarii. Pokazano ludzi zrywających makaron z drzew, a część widzów naprawdę uwierzyła i dzwoniła do redakcji z pytaniami, jak wyhodować własne spaghetti.

W Polsce też mamy swoje perełki. Redakcje publikowały informacje o nieistniejących inwestycjach, dziwnych odkryciach czy absurdalnych przepisach. Często były na tyle sprytne, że przez chwilę brzmiały całkiem wiarygodnie.

I chyba o to w tym wszystkim chodzi. O moment zawahania. O to krótkie „czy to naprawdę możliwe?”. Prima aprilis działa najlepiej wtedy, gdy balansuje na granicy prawdy i absurdu. Kiedy dajemy się nabrać nawet na sekundę, a potem przychodzi śmiech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *